8/12/2017

GREECE CRUISE


Zanim zaczniemy, chciałabym przypomnieć wszystkim, że nadal znajdujemy się w Grecji, a dokładnie na Lefkadzie - wyspie przepełnionej pięknymi plażami i otoczonej błękitną laguną. Szkoda będzie opuszczać ją na jeden dzień, jednak wokół czekają inne miejsca do odkrycia, a "Odyseja" nie będzie długo stała w porcie. Dochodzi godzina dziewiąta i brodaty kapitan, z czarną chustą na głowie już stoi za sterem. Wszystkie miejsca są już zajęte, więc... (pod warunkiem, że siedzisz już na świeżym powietrzu z komputerem) możemy ruszać.




PORT OF CALL 1 - PAPANIKOLIS CAVE

Klimatyczny statek, rodem z "Piotrusia Pana" wypłynął w drogę, a kapitan ze stażem w "Piratach z Karaibów" rozpoczął rejs, rozbawiając wszystkich wyjątkowo udanym żartem na swój temat. Płynąc przez morze Jońskie, podziwiając górskie krajobrazy można poczuć się, jak w bajce Disneya. Nawet niezbyt wygodne, niezacienione miejsce i wyjątkowo niezadowolona staruszka z naprzeciwka nie są w stanie popsuć panującego nastroju. Wreszcie dopływamy do pierwszego przystanku. Spodziewam się plaży i twardego gruntu pod nogami. Rozglądam się jednak i dookoła widzę wodę, a nad sobą skały - znajduję się w jaskini Papanikolis. Rzeczywiście robi wrażenie, ale nie widzę żadnej opcji opuszczenia pokładu. W końcu słyszę pirackim akcentem wygłoszoną zachętę ze strony kapitana do skoków do wody. Statek wydaje się być wysoki, jednak zimna woda jest niesamowicie kuszącym rozwiązaniem, więc decyduje się na popsucie sobie fryzury i za chwilę jestem już w wodzie. Efekt jest genialny. Schłodzona czystą, morską wodą opływam jaskinię z wszystkich stron aż do ujścia na otwarte morze. Patrząc w dal można poczuć się zupełnie wolnym, niesamowicie silnym i wszystkie cele zdają się być bardziej realne niż kiedykolwiek. Powoli zaczynam odkrywać, że najprawdziwszy i najmniej spotykany uśmiech to ten do samego siebie. Jeśli często ci się przytrafia, musisz być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 







PORT OF CALL 2 - SPARTOCHORI

Na kolejnym przystanku czeka mnie już zdecydowanie twardy grunt, a można nawet nazwać go surowym. Moim oczom ukazuje się malutki port i tym razem mogę naprawdę postawić stopę na wysepce Meganisi. Na pierwszy rzut oka nie widzę niczego wartego uwagi oprócz wciąż otaczających mnie greckich krajobrazów gór. Do malutkiego, uroczego, białego miasteczka Spartochori prowadzi dość męcząca droga pod górę. Na końcu czeka nas dosłownie portal do innego świata, do filmu kostiumowego pełnego ludzi, którzy przespali rozwój cywilizacyjny i mieszkają w swoich starych, lekko zniszczonych, obrośniętych bluszczem domkach. Zaniedbane ogródki zdradzają ich leniwy tryb życia. A czym się zajmują? Wytwarzają oliwę i sprzedają ją w całej Grecji. Po wąskich uliczkach poruszają się wyjątkowo 'karlimi' skuterkami. Mężczyźni są traktowani tutaj lepiej niż kobiety, co wnioskuję z faktu, że posiadają swoją własną kawiarnię niedostępną dla swoich żon, których zadaniem jest utrzymywanie domu i dzieci. Wszystkie te drobne fakty o mieszkańcach Spartochori ogromnie intrygują i na długo pozostaną w mojej pamięci. 




PORT OF CALL 3 - LAKKA BEACH

Po kolejnych przebytych kilometrach nareszcie znajdujemy się na plaży, a w Grecji jest to najlepsze, co może być. Nasz wiecznie uśmiechnięty kapitan ponownie zachęca do skoków do wody, a sam zaczyna rozpalać grilla dla całej załogi. Znów mogę cieszyć się czystą, kamienistą plażą, lagunową, błękitną wodą i nieziemskimi widokami. Po kąpieli w chłodnym morzu, kładę się pod jednym z żółto-czerwonych, wyblakłych parasoli i obserwując co chwila przefruwające ptaki, cieszę się kolejnymi greckimi krajobrazami. Wkrótce dolatuje do mnie zapach typowych dla kraju souvlaków (czyt. suflaków) - przepysznych szaszłyków z jagnięciny. Kapitan podaje je z sałatką grecką, kawałkiem świeżej bagietki i białym winem. Po dniu spędzonym na jedzeniu cukrowych pączków, jest to dla mnie najlepszy posiłek na świecie. 


Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy i wspaniały rejs również zna swój kres. W drodze powrotnej zahaczamy jeszcze o plażę ze słynnego, nagiego zdjęcia Jacquelline Kennedy, która należała do jej ówczesnego męża. Teraz czeka nas tylko droga powrotna, której nie towarzyszy nuda, dzięki śpiewom i tańcom komicznego kapitana. Ten człowiek zadziwia mnie na każdym kroku, jednak pewnych słów nie zapomnę jeszcze na długo. Kiedy dopływaliśmy już do brzegu, stanął na dziobie "Odyseji" i powiedział "Live your life, because it's the only one you have". Myślę, że właśnie dlatego ten zabawny statek i nietypowy kapitan mają  przewagę nad nowoczesnymi wycieczkowcami z najnowszymi hitami radia eska. Niektórzy ludzie i zdarzenia są niepowtarzalne, dlatego tak ważne jest zbieranie ich i trzymanie w sercu, jak najdłużej się da. Dziękuję Ci za udany rejs i do zobaczenia w następnym poście!

KLIKNIJ, ZAOBSERWUJ I BĄDŹ NA BIEŻĄCO

7 komentarzy:

  1. strasznie spodobał mi się sposób w jaki to wszystko opisujesz :D
    cudowne zdjęcia!
    https://karik-karik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny cudowny post w podróży, cholernie nie mogłam się go doczekać! Zdjęcia są przepiękne, a Twoje opisy pozwalają mi chociaż w minimalnym stopniu poczuć się jakbym była tam z tobą!

    http://the-fight-for-a-dream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie cudowne zdjęcia <3 Ostatnio bardzo ciekawe prowadzisz bloga. Super, że zdecydowałaś się coś pisać!

    https://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie cudowne widoki jeju, zazdroszczę bardzo *.*

    amelia-bloog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeeju ale ci zazdroszczę wyjazdu! Piękne widoki! <3

    MÓJ BLOG-ZAPRASZAM

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale jesteś opalona!
    Udanego wypoczynku! Jesteś w świetnym miejscu :)

    http://live-telepathically.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale magicznie się poczułam, haha, rejs musiał być świetny!
    Mój blog :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.